4.9545454545455 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.95 (11 Votes)

 Cykl artykułów z życia serwisanta.

            Zaczynamy serię artykułów pt. „Z życia serwisanta”. Sytuacje, które będę Wam tutaj przedstawiał to autentyczne wydarzenia, które miały miejsce w czasie mojej pracy jako technik serwisu urządzeń biurowych. W serwisie kserokopiarek pracuję od ponad 17 lat, więc jest co opisywać a poza tym każdy dzień przynosi coś nowego. Zachęcam do zajrzenia i zapoznania się z lekturą.

 

Technik serwisu każdego dnia ma wiele zadań do wykonania związanych z naprawą urządzeń biurowych. Jednak czytając moje artykuły będziecie mieli okazję przekonać się o tym, iż zadania te nie dotyczą jedynie naprawy kserokopiarek, ale także umiejętności szybkiej reakcji i zachowania się w różnych, często zaskakujących sytuacjach z jakimi serwis musi sobie poradzić. Bezpośrednio u klienta można uczestniczyć w rozmaitego rodzaju zdarzeniach. Często są to sytuacje bardzo dziwne czy nawet śmieszne. Jedną z takich fajnych sytuacji, którą chciałbym Wam przybliżyć w tym artykule jest opowieść o mrocznym tytule „Czarna Dama”. W owym czasie zasilałem swą osobą serwis firmy Bilt.

 

Historia miała miejsce w dużej firmie u jednego z klientów. Czekała na mnie duża kopiarka, która była w stanie „agonalnym”. Pomyślałem: dużo czyszczenia, naprawiania, poprawiania wszystkiego, co rusza się w urządzeniu. Po zabraniu się do pracy stwierdziłem, że tak naprawdę głównym problemem było zabrudzenie, które miało bezpośredni wpływ na jakość kopii wychodzących z urządzenia. Mówiąc wprost „jadąc na szmacie” spędziłem u klienta bodajże 2 godziny. W trakcie tej czynności nazbierałem wokół siebie bardzo dużo różnorakich śmieci. Były to brudne szmaty jak i pogniecione kartki, które wyciągnąłem ze środka urządzenia. Wszystko było fajnie do momentu, gdy musiałem zabrać się za oczyszczenie światłoczułego bębna z kserokopiarki, która była zasypana tonerem. Bęben był kompletnie przepełniony, czego wynikiem było usypywanie się tonera na kartki papieru.

Oczywiście za każdym razem zabieg ten staram się robić bardzo delikatnie, aby nie nabrudzić i nie nakurzyć tonerem u klienta. Przy użyciu wszelkich środków ostrożności zużyty toner odsypuję sobie w worek na śmieci, który zawsze posiadam przy sobie w trakcie pracy i tak też zrobiłem tym razem. Wysypałem toner z bębna do tegoż worka i szczelnie go zawinąłem. W efekcie, mówiąc obrazowo, utworzyła się taka banieczka z powietrzem. Nigdy nie wyciskam powietrza z worka, aby uniknąć unoszenia się pyłu do góry, więc po usypaniu zabezpieczyłem worek poprzez jego zawinięcie, zakręcenie i zawiązanie. Powstała nieduża kulka o średnicy mniej więcej 20 cm. Po skończeniu pracy w zamiarze miałem posprzątać te śmieci, a worek zabrać ze sobą do utylizacji (serwis firmy Bilt zawsze zachowuje wysokie standatdy).


Robiłem co mogłem, aby zdążyć zakończyć prace serwisowe w godzinach pracy biura. Jednak przy naprawie zeszło mi dość sporo czasu, dlatego w międzyczasie do biura wkroczyła pani ze swoimi przyrządami do sprzątania.

 

Jak już wcześniej wspomniałem obok kopiarki i mojej walizki miałem uzbieraną sporą kupkę śmieci. Kserokopiarki zazwyczaj stoją gdzieś w kącie tak też było i tym razem, dlatego gdzieś tam z boku stała również moja walizka, moje śmieci i mój worek wypełniony tonerem. Pani sprzątając z rozmachem „zajęła” się również moimi śmieciami (czego ja nie zauważyłem), które razem z moim workiem wrzuciła do oddalonego kawałek dalej kosza na śmieci. Ja w tym pędzie pracy, zajęty kończeniem naprawy, ściganiem się z czasem nie zauważyłem, że moje śmieci zmieniły lokalizację. Kiedy kończyłem pracę, pani gdzieś się krzątała, zamiatała podłogę, myła ją i między innymi zbierała śmieci z koszy, które były rozmieszczone w całym biurze. Kątem oka dostrzegłem tylko, że wyciąga worek z kosza umieszczonego najbliżej kopiarki, a więc ten, do którego wrzuciła uzbierane wcześniej przeze mnie śmieci. Co się wydarzyło........?

 

Pani miała taki zwyczaj, że naciskała te worki tak, aby zajmowały jej mniej miejsca. Tak też postanowiła zrobić z koszem, w którym był mój worek z tonerem i powietrzem. Efekt był bardzo dziwny a raczej zabawny (oczywiście dla wszystkich wokół z wyjątkiem pani sprzątającej), bo w momencie, gdy się nachyliła i docisnęła rękoma te śmieci, mój szczelnie związany worek po prostu pękł...Pękł i to z niemałym hukiem. Skutek tego był taki, że dość wysoko w górę na jakieś pół metra wydobył się toner i tylko kątem oka zobaczyłem i usłyszałem co się dzieje. Odwróciłem się w stronę zamieszania mającego miejsce przy koszu i ujrzałem po prostu Czarną Damę...

 

W tym momencie wszyscy zamilkli...Pani trzymała miotłę, przestraszyłem się, że mogę nią oberwać przez plecy. Miała całą czarną twarz od tonera. Wyglądało to bardzo zabawnie. Popatrzyła na mnie, ja popatrzyłem na nią i tak patrzyliśmy się na siebie z 10 sekund. Ona nie wiedziała co się stało, ja byłem zdezorientowany – nie wiedziałem co zrobić, czy uciekać czy ją wycierać, jak jej pomóc. Pani była po prostu czarna. Gdy się odezwała to tylko zęby można było dostrzec z tej czarnej plamy. Efekt końcowy był taki, że pani była na mnie po prostu wściekła. Popatrzyła na inne osoby siedzące w biurze, które uśmiechały się pod nosem i wybiegła rzucając miotłę, którą mogłem oberwać. Poczułem się trochę bezpieczniejszy.

Podejrzewam, że pobiegła się umyć. Nie tracąc czasu szybko posprzątałem po sobie i po „akcji wybuch” i że tak powiem chciałem się stamtąd jak najszybciej zmyć. Jednak moja ulga nie trwała długo. Czarna Dama powróciła, na szczęście w mniej bojowym nastroju (być może dlatego, że już w jakiś sposób można było dostrzec rysy jej twarzy). Zapytała jak ma doczyścić ubranie, gdyż oprócz twarzy miała również zabrudzoną część garderoby.

Wykorzystując okazję, iż dopuściła mnie do głosu od razu zacząłem się tłumaczyć, że ja nie kazałem tego pani zabierać, pani po prostu chciała mi zrobić przysługę zabierając te śmieci. Przyznała mi rację, że to ona sama wzięła ten worek nie wiedząc co się w nim znajduje. Finał był taki, ze przeprowadziłem pani instruktaż jak szybko pozbyć się tonera z ubrania. Oczywiście nie wolno polewać materiału wodą ani prać. Najlepiej po prostu wytrzepać toner z ubrania. Nie wolno używać ciepłej wody, bo toner utrwali się w tkaninie. Koniec końców troszeczkę głupio się poczułem po całej tej sytuacji, ale widok tej pani, tzn. Czarnej Damy po wybuchu tonera był BEZCENNY.

 

To wszystko, co chciałbym Wam dzisiaj opowiedzieć z takich śmieszniejszych sytuacji. W kolejnym artykule postaram się przybliżyć Wam inne ciekawe sytuacje, które będą dotyczyły między innymi szczekających, warczących i kopiących urządzeń lub jak kto woli czarno – białych kserokopiarek. Polecam i zapraszam do kolejnych artykułów.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież